O autorce
Kategorie
Archiwum
Archiwum Listopad 2010
SUPER NIANIU NIE PRZYJEŻDŻAJ!
15 listopada 2010 | Brak komentarzy »No cóż, chyba przyszło mi zapłacić za to, że nie pragnęłam być matką idealną.
Nie czytałam mądrych poradników.
Nie oglądałam mądrych programów. Albo oglądałam je, przyswajając sobie nie te informacje, co powinnam.
Nie słuchałam rad cioć, babć i teściowej.
Nie mówiłam do dziecka po angielsku. Nie wciskałam warzyw i owoców, jak nimi pluła.
Za to bardzo, bardzo chciałam wychować Dziczkę po swojemu. Na tzw. „czuja”. Spontanicznie.
Nigdy nie zarzekałam się, że moje dziecko nie dostanie ode mnie klapsa w pupę, mimo, że jest to dla mnie oznaka bezsilności rodzica.
Nigdy nie twierdziłam, że będę wszystko jej tłumaczyć z anielską cierpliwością.
Zawsze natomiast twierdziłam, że przeproszę ją, kiedy postąpię nie w porządku. Że przyznam się do błędu, kiedy go popełnię. Pokażę jej, że zawsze będę walczyła o nią jak lwica, ale też zapłaczę z bezradności, gdy sytuacja mnie przerośnie. Nie mam co jej oszukiwać – nie jestem Robocopem.
Oczywiście dopuszczam myśl, że w wielu swoich przekonaniach się mylę. Na pewno się mylę.
Bo właśnie przechodzę z naszą Dziczką prawdziwy bunt 3-latka, który to dodatkowo poszedł do przedszkola.
Zaaklimatyzowała się w przedszkolu wyjątkowo dobrze.
Nie było histerii, czepiania się ubrania. Może dlatego, że świadomie trzy miesiące przed tym wielkim dniem przygotowywałam ją do tego. A może po prostu ma taki charakter, że takie zmiany nie wywierają na nią takiego wpływu, jak na inne dzieci.
Mi samej trudno jednoznacznie to stwierdzić.
I o ile w przedszkolu zachowuje się poprawnie, w domu wspólnie przechodzimy przez prawdziwe bitwy.
Zaczyna się ok. 7 rano, gdy musi umyć zęby i ubrać się. Wtedy to zazwyczaj wszystkie jej talenty dają o sobie znać i pilnie musi je rozwijać. Zaczyna więc malować (czasem i siebie), śpiewać, projektować domy z klocków i tańczyć.
Najpierw zaczynam prosić.
Wrzask i histeria.
Przechodzę do opcji drugiej – wyłączam poranne bajki.
Wrzask i histeria.
Opcja numer trzy – stawianie w kącie.
Wrzask i histeria.
Numer cztery – ma iść do swojego pokoju i się uspokoić.
Wrzask i histeria.
Numer pięć – zaczynam po prostu zrzędzić.
Reakcja zgoła inna – pyskowanie i bicie.
Po tym i Dziczka i ja wiemy, że będzie dym – bicie kogokolwiek jest zakazane, więc po chwilowym wybuchu Paulina domaga się szybkiego przytulenia.
Z tego przytulania zrobiła w ogóle jedną wielką manipulację. Ilekroć słyszy od nas „nie” i zaczyna po dziecinnemu okazywać swoje niezadowolenie, ma już świadomość, że jedyne, co może ją uratować przed naszą niepożądaną reakcję, jest przytulenie jej.
I faktycznie, ciężko nam jej odmówić tego gestu pełnej akceptacji.
Kiedy już pogodzone wsiadamy do auta, to jeszcze nie koniec naszej porannej wojenki.
Korki to zmora każdego kierowcy.
Nie jestem wyjątkiem, ale nie dlatego, że irytuje mnie jazda 20km/h. To jeszcze przeżyję i często ze stoickim spokojem.
Natomiast wolna jazda w rytmie wrzasków i spazmatycznego płaczu Dziczki jest momentami ponad moje siły.
Bo oto moja dziewczyna nie życzy sobie stania w korkach, na światłach i nic nie rajcuje jej tak, jak jazda co najmniej przepisową „pięćdziesiątką”. Musi więc ostro protestować, jakby to miało sprawić, że auta rozstąpią się, niczym Morze Czerwone, a my popędzimy z rozwianym włosem.
Nie pomagają tłumaczenia, prośby, nawet mało pedagogiczne straszenie Panem Policjantem (notabene przypuszczam, że jak kiedyś takowy nas zatrzyma, to Dziczka zdolna jest rzucić się na niego z pięściami).
Szanowni Państwo, jeśli w pewien wrześniowy piątek, w godzinach rannych, widzieliście skaczący samochód (gaz, hamulec, gaz, hamulec), z kierowcą o dziwnie wykrzywionej twarzy, który to wrzeszczał na tylnią kanapę swojego auta, to pragnę wyjaśnić – to tylko ja wiozłam swoje dziecko do przedszkola.
I tak oto po 3 latach, pierwszy raz, publicznie straciłam zupełnie panowanie nad sobą.
I tak oto od przeszło miesiąca, w ciszy i spokoju pokonałyśmy dalszą drogę do przedszkola.
Nie przyjeżdżaj jednak do nas Super Nianiu.
Nadal uczę się własnej córki.
Nadal szokują mnie moje i jej reakcje.
Nadal nie jestem matką idealną.
Wciąż mam jednak nadzieję, że kto jak kto, ale matka z córką muszą się w końcu dogadać.
A jak będzie już bardzo źle, obiecuję przeczytać jakiś dobry poradnik.

Wózki dziecięce X-lander