O autorce
Kategorie
Archiwum
Archiwum Lipiec 2010
Matka furiatka cz.1
7 lipca 2010 | Brak komentarzy »Bardzo rzadko, coś mnie naprawdę wkurza. Tak bardzo, że trzyma tygodniami, miesiącami, a czasami nie puszcza w ogóle.
Najczęściej jest to bezdenna głupota innych ludzi, na którą, mimo ogromnej chęci nie mam wpływu.
Oczywiście, że nie jestem najmądrzejsza (a może jestem, ale nikt tego nie udowodnił) i generalnie żadna ze mnie Kobieta, Mama z serii „naj”.
Pewnie gdybym była osobą typu „naj, naj”, nie miałabym morderczych zapędów w stosunku do niektórych Rodziców myślących inaczej.
A tacy bywają.
A ja nic, albo prawie nic nie mogę z tym zrobić. Aczkolwiek, kim jestem, żeby uzurpować sobie prawo do zmiany kogokolwiek? Może gdybym wygrała „Taniec z Gwiazdami”, napisała bestseller i zasiadała w Senacie, miałabym chociaż minimalny wpływ na jednego bądź drugiego.
Jak to jest, że na wszystko potrzebujemy papierka, którego otrzymanie poprzedzone jest zdaniem mniej lub bardziej trudnego egzaminu, a na zostanie Rodzicem potrzebny jest tylko zdrowy plemnik i rozwinięte jajeczko?
I jak to jest, że Rodzice wszem i wobec deklarują wielką miłość i oddanie dla swojego dziecka, a potrafią świadomie (a może jednak nieświadomie????) robić mu krzywdę?
Nie, nie mówię tu o rodzinach patologicznych, w których na pierwszym miejscu jest alkohol i/lub narkotyki, później zdobycie pieniędzy na rzeczone, a dopiero później dziecko.
Mówię o tych Rodzicach, którzy traktowani są przez większość społeczeństwa, jako ci „normalni”. Tylko, czy normalni ludzie wsadzają niemowlę do auta w nosidełku, nie przypinając go (znaczy nosidełka) do pasów bezpieczeństwa? Czy racjonalnie myślący ludzie, wciskają 3-latka do samochodu i w ramach ochrony, przypinają go samochodowymi pasami bezpieczeństwa bez użycia fotelika samochodowego, bo „synek strasznie krzyczy i jest mu niewygodnie”.
Znam przypadek Mamy, która ma dwie urocze córeczki. Młodsza ma lat 2,5 (czyli wiek mojej dziczki), starsza 5. Obie jeżdżą bez fotelików. Co gorsza, obie jeżdżą bez zapiętych pasów, „bo skrępowane pasami wrzeszczą w niebogłosy”. Obie podczas jazdy samochodem skaczą na tylnym siedzeniu auta. Jednakowoż Mama, twierdzi, że jeździ bezpiecznie, pewnie i ma niesamowity refleks i do tej pory jeszcze nic nikomu się nie stało. Alleluja. I zapewne Mama ta wie, że we wszystkich mijających ją autach siedzą wytrawni kierowcy w stylu „mistrz kierownicy”, o idealnym wyczuciu prędkości, odległości, z refleksem błyskawicy.
No i teraz mam dylemat. Wiem, że kocha te dzieci. Oczywiście, nie jest Mamą Idealną, może i mam do niej parę innych zastrzeżeń, ale stara się, troszczy, przytula. Tylko wsiadając z nimi do auta, staje się wyrodną matką, która świadomie, (no mówcie, co chcecie, ale rozumna kobieta, wie co może grozić dzieciom, nawet przy głupiej stłuczce), naraża swoje dzieci na śmierć, kalectwo, cierpienie.
No i przecież nie napiszę skargi do… Do kogo??? Telefon na Policję, spowoduje tylko tyle, że zapłaci mandat i dostanie punkty karne. A ja będę czuła się parszywie, bo zakablowałam i co z tego, że w dobrej wierze. No przecież nie pójdę do opieki społecznej, czy do Prokuratury (wszak dla mnie to bezpośrednie narażenie zdrowia i życia), bo te instytucje zabiją mnie śmiechem i jeszcze usłyszę o małej szkodliwości czynu. A poza tym, znowu będę tą dziwną pieniaczką, co to z nudów ściga biednych rodziców, którzy jeżdżą z dziećmi bez fotelików.
Wszak to jakaś zapewne moja fanaberia, żeby wozić dziecko w jakiś kosmicznych uprzężach, za ciężkie pieniądze, bo my jakoś jeździliśmy z naszymi rodzicami i przecież nic nam się nie stało. A ja sądzę, że tak myślący ludzie, musieli mieć jednak jakiś poważny wypadek w dzieciństwie i ta część mózgu odpowiedzialna za wyobraźnię, poczucie odpowiedzialności, czy świadomość pewnych następstw, została bezpowrotnie uszkodzona.
Może faktycznie powinnam zwracać uwagę takim Rodzicom i narażać się na niewyszukane epitety pod moim adresem.
Może powinnam prosić, apelować i ostrzegać.
I co z tego, że akurat ja wyjdę na pieniaczkę, skoro przyświeca mi misja uratowania chociaż jednego dziecka przed kalectwem, czy śmiercią.
Tylko wiecie, co? Mogę sobie pisać o misji. Mogę przekonywać, że robiłabym to z troski o dziecko tegoż Rodzica. Ale w zasadzie po co??? No szczerze. Przecież żaden Rodzic, nie posłucha kogoś takiego, jak ja. Bo kimże ja jestem? Przecież nie zmienię mentalności, świadomości takiego Rodzica. Nie zbiję jego argumentów, że to Jego dziecko i mam się nie wtrącać.
Mogę tylko w ramach profilaktyki (ale jakże przez wielu przeinaczonej na tzw. „pieniactwo”, czy „denuncjację”), dzwonić na Policję, ilekroć zauważę dziecko nieodpowiednio zabezpieczone w samochodzie. Może strach przed punktami karnymi, mandatem, zmobilizuje takiego Rodzica, do zakupu fotelika samochodowego. Może wtedy włączy mu się myślenie. Może… Ale dobre i to, prawda?
Teoretycznie, powinnam teraz wstawić zdjęcia mojej roześmianej dzikiej, która jako dziecko totalnie niepokorne, pokornie siedzi w foteliku samochodowym.
Tylko, że nie chodzi o to, żeby się chwalić, jaką odpowiedzialną i świadomą Mamą jestem ja.
Chodzi o to, żeby wiedzieć, dlaczego trzeba, dlaczego warto starać się zrobić wszystko, aby zapewnić naszemu dziecku bezpieczne i szczęśliwe dzieciństwo.
Osobiście wolałabym nie widzieć filmu pewnej kampanii społecznej.
Ale dedykuję go tym Rodzicom, którzy nadal uważają, że propaganda na rzecz fotelików samochodowych, to wymysł producentów tychże, bądź pieniactwo takich furiatek jak ja.
Na pewno film dla widzów o mocnych nerwach. Na pewno wszystkim zostanie na długo w pamięci.
Dla wszystkich Rodziców bez wyobraźni:

Wózki dziecięce X-lander