O autorce
Kategorie
Archiwum
Archiwum Maj 2010
LEŻĘ I PACHNĘ
26 maja 2010 | Brak komentarzy »Marzenie każdej matki.
Nie gotować.
Nie sprzątać.
Nie karmić.
Nie prać.
Nie myć.
Nie pracować.
Włączyć ulubiony serial.
Zacząć czytać książkę kupioną kiedyś na wyprzedaży.
Dokończyć przeglądać ten miesięcznik, co się kupiło pół miesiąca temu.
Wyspać się.
Tak. Chcę tego każdego dnia!
Marzę o tym codziennie, od 6 rano.
I pewnego dnia stało się.
Dziecko pojechało do Babci.
Mąż do pracy.
Pies solidarnie zabrał się razem z dzieckiem.
Komfort tego dnia polegał na tym, że mogłam pospać co najmniej do 8, zjeść niespiesznie śniadanie i zacząć swoją pracę.
Wstałam o 6:30.
Myjąc zęby stwierdziłam, że łazienka prosi się, aby być znów białą.
Pranie samo wędruje w stronę pralki.
A skoro ma się trochę nadwyżki czasowej….
Wszak to lepsze niż poranna gimnastyka.
Odpaliłam komputer, gotowa zabrać się do mojej zdalnej pracy, aby dowiedzieć się, że jest awaria i może dzisiaj uda się coś naprawić.
Marzenie spełniło się!
Oto dzisiaj jestem kobietą wolną.
Która zaraz pójdzie wziąć długą kąpiel.
Nasmaruję się olejkami.
Położę sobie maseczkę.
Leżąc na kanapie napiję się kawy i przegryzę tego zeschniętego rogalika, którego wszyscy omijają.
W końcu skończę czytać książkę.
Spiłuję paznokcie.
Wymoczę stopy w solach.
Na obiad zrobię dla siebie tylko zieleninę, bo w końcu trzeba zdrowo się odżywiać.
Może jeszcze poćwiczę jogę, bo w końcu spokój i równowaga to podstawa.
Tylko ta trawa w ogródku, aż się prosi o skoszenie.
Chwasty po ostatnich deszczach znowu urosły.
Taras zapomniał kiedy był ostatnio czyszczony.
W sypialni piętrzy się stos ubrań do prasowania.
No tak, bałagan na półkach w garderobie i nawet nie ma gdzie poukładać ubrań.
A jakbym zrobiła zupę dzisiaj, to jutro miałabym z głowy.
To może od razu kotlety, skoro już podeszłam do lodówki.
Paluszki wdeptane w dywan obowiązkowo trzeba odkurzyć.
W zasadzie dywan mogłabym już wyprać.
Cholera, ile tego kurzu w całym mieszkaniu.
A skoro już dzierżę szmatkę, to jeszcze żyrandole porozkręcam i wymyję.
O 19:00 wrócił mąż. Wróciło dziecko. Wrócił pies.
Akurat moczyłam sobie nogi w solach, z maseczką na twarzy, przegryzając w ramach obiadu zeschniętego rogalika, a prawą ręką uderzającą w klawisze komputera, bo w końcu awarię naprawili i musiałam coś zrobić na cito.
Boże, jak ja marzę o takim jednym dniu, kiedy będę leżeć i pachnieć.
Czytać książkę…
Oglądać seriale…
Zero gotowania…
Zero sprzątania…
Marzenia tak rzadko się spełniają.
MAMA WALCZĄCA (Z WIATRAKAMI)
18 maja 2010 | Brak komentarzy »I stało się – rocznik mojego dziecka tłumnie ruszył walczyć o miejsca w przedszkolach.
Dosłownie – walczyć.
Najpierw oczekiwanie na odpowiednie formularze i określenie kryteriów naboru.
A przegapić nie wolno, bo jeśli składanie dokumentów odbędzie się na zasadach kolejności zgłoszeń, to stracimy punkty.
Wypełnienie formularzy, w tym oświadczenia, że dziecko zamieszkuje tam gdzie powinno, że odprowadzamy składki do tego Urzędu Skarbowego, który później przekaże część z nich do „naszej” gminy.
Zaświadczenia z pracy.
Stanie w kolejce.
Pierwsze podejście i odchodzimy z kwitkiem. Okazuje się, że na zaświadczeniach brak jest adnotacji w jakich godzinach pracujemy i czy na pewno na pełen etat.
W tym roku kolejność zgłoszeń nie ma wpływu, więc nie musimy w tym samym dniu wracać z odpowiednimi zaświadczeniami z pracy.
Uff. Wszystkie perfekcyjnie przygotowane dokumenty złożone.
Kolejny czas oczekiwania, na wyniki tym razem.
Jestem dobrej myśli. Rodzice Piotrusia (nasi sąsiedzi), zanim rozpoczęła się rekrutacja już wiedzieli, że ich synek dostanie się do przedszkola. A skoro mamy bardzo podobną sytuację rodzinną, to naprawdę mogę być spokojna.
Przegraliśmy ten wyścig. Jesteśmy zbyt sprawni, mamy za mało dzieci, a mój mąż jest zbyt dobrym ojcem, który nie ma ograniczonych praw rodzicielskim, a ja z kolei nie jestem skazana i nie przebywam w więzieniu. Zgodnie z tegorocznymi kryteriami jesteśmy chyba za dobrzy do jakiegokolwiek przedszkola.
Zaczęłam się jednak baczniej przyglądać rodzicom Piotrusia.
Brak widocznej niepełnosprawności. Dziecko nadal jedno i nie widać, aby coś się powiększało. Widuję ich oboje – znaczy, żadne z nich nie zostało aresztowane.
Czym więc różni się moja Paulina od Piotrusia? Wiem, nie jestem obiektywna, w końcu chodzi o moją córkę. Ale czym?????
Przecież wśród dzieci nie ma równych i równiejszych, prawda? Wszystkie dzieci są kochane i mają takie same prawa, prawda?
W końcu po to ustalane są kryteria naboru, aby do przedszkoli w pierwszej kolejności dostały się dzieci tych rodziców, którzy naprawdę mają cięższą sytuację od naszej, prawda?
Nie prawda!
Nie od dziś wszak wiadomo, że my wyprzedziliśmy inne cywilizowane kraje. Tam jeszcze kultywują obowiązkowe wychowanie przedszkolne, nie bacząc na koszty. A my poszliśmy o krok dalej – z przedszkoli zrobiliśmy miejsca dla szczęściarzy.
Miejsca dla wybrańców, niedostępne dla wszystkich.
Mimo wszystko mieliśmy szczęście.
Okazało się, że w sąsiedniej miejscowości w przedszkolu są jeszcze wolne miejsca.
I co z tego, że jest oddalone od nas o 15 km?
I co z tego, że nie ma wypasionego placu zabaw?
I co z tego, że jest czynne do 16:30 i nie wiem jakich cudów dokonamy, żeby dojechać na czas?
Paulina weszła tam ze mną. Wydała okrzyk zachwytu. Przywitała się ze wszystkimi dziećmi.
Zachwyciła się zabawkami. Z trudem udało mi się ją stamtąd wyciągnąć. A później cały dzień mówiła, że chce wrócić do przedszkola.
Dla niej będę więc walczyć nawet z wiatrakami.
Będę codziennie pokonywać dodatkowe 30 kilometrów.
Bo może to moja wina, że nie potrafię walczyć o miejsce dla mojego dziecka.
No bo kogo innego?
BĄDŹ MATKĄ IDEALNĄ
14 maja 2010 | Brak komentarzy »Presja.
Odczułam ją niejednokrotnie odkąd zostałam Mamą.
W szpitalu nikt nie pyta, czy zamierzasz karmić piersią, zakładając odgórnie, że będziesz. Jeśli zaprotestujesz, będziesz traktowana przez personel i inne pacjentki, jako ZŁA MATKA.
Pierwsze pytanie KAŻDEJ napotkanej znajomej kobiety – Czy karmisz piersią? Pierwsze pytanie pediatry, gdy przychodzisz na zwykłe szczepienie – Czy dziecko jest karmione naturalnie?
I wieczne wyrzuty sumienia kobiet, które karmić piersią z różnych przyczyn nie mogą.
A gdy któraś otwarcie przyzna się, że z własnej woli nie ma ochoty karmić naturalnie zostanie wyklęta z grona Mam Idealnych.
A dzieci tychże Mam niemogących/niechcących karmić będą: alergikami z zerową odpornością, z nadciśnieniem tętniczym o inteligencji rybki akwariowej.
Wszak każda polska matka, musi karmić piersią, bo badania naukowe prestiżowych ośrodków z USA, UK, Szwecji, jasno wskazują na cudotwórczy wpływ pokarmu naturalnego na rozwój dziecka. I zapewne mają świętą rację! Tylko, że w tych krajach matki czy karmiące naturalnie, czy sztucznie, traktowane są dokładnie tak samo, a decyzja o sposobie karmienia jest akceptowana i niekomentowana. Zupełnie inaczej niż u nas, prawda?
W naszym społeczeństwie nie trzeba być Mamą Idealną, ale trzeba udawać, że nią się jest, aby nie narazić się na wszechobecną krytykę.
Nie możesz się przyznać, że Twoje dziecko w wieku 1,5 roku ogląda Teletubisie, wszak badania naukowe dowodzą, że i tak nie rozumie bajki, ale za to psuje sobie oczy i mózg. A fakt, że Twoje dziecko wyraża widoczne zainteresowanie migającym na ekranie obrazem i nawet śmieje się wraz z Teletubisiami, jest to widzimisie Matki, która chce mieć pół godziny spokoju. Mamo, ty już nie możesz mieć spokoju.
Otóż Mamo decydując się na dziecko przyjmujesz na siebie pełną odpowiedzialność za jego przyszłość, tak więc, jak masz zamiar pokłócić się z mężem, zamknij się w łazience i krzycz szeptem, a przy okazji bacznie obserwuj pozostawione w pokoju dziecko.
Gdy trudy życia codziennego załamią Ciebie na tyle, że niemożność odkręcenia słoika z dżemem, wywołają płacz – szlochaj w ukryciu, aby Twoje dziecko nie widziało smutku na Twojej twarzy. Przy czym oczywiście bacznie obserwuj, co robi dziecko, w momencie, gdy Ty nieprofesjonalnie pozwalasz sobie na chwilę słabości.
Pamiętaj, badania naukowe dowodzą, iż szczęśliwa i uśmiechnięta Matka, to szczęśliwe i uśmiechnięte dziecko.
Nie wolno Ci także krzyczeć na dziecko. Krzyk powoduje agresję i brak wiary w siebie. Dziecku należy tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć jego naganne zachowanie. A gdy nadal nie rozumie, to jeszcze raz tłumaczyć i tłumaczyć. A gdy wciąż nie rozumie, to zapewne dlatego, że nie karmiłaś wystarczająco długo piersią. Twoja wina.
Zanim kiedykolwiek zadasz pytanie na jakimkolwiek forum, gdzie Mamy radzą innym Mamom, pamiętaj, że wchodzisz tam na własną odpowiedzialność i poważnie zastanów się, czy jesteś na tyle silna psychicznie, aby przeżyć, na podstawie napisanego przez siebie jednego wątku, pełną analizę i ocenę Ciebie, jako kobiety i matki.
A kiedy zabraknie już argumentów i słów, aby udowodnić ci, jak beznadziejna jesteś, przeczytasz, że zamiast zajmować się dzieckiem, siedzisz i piszesz pierdoły na forum.
Dokładnie tak, Mamo – Mamy Idealne jedną ręką piszą na forum, drugą pracują zawodowo, trzecią gotują obiad, czwartą sprzątają dom, piątą trzymają dziecko, szóstą karmią je. I do tego są SZCZĘŚLIWE. Nigdy nie narzekają, są zawsze uśmiechnięte, z nienagannym makijażem. Dres ubierają tylko na poranny jogging.
Mają idealne ogrody, zadbane paznokcie, włosy bez odrostów i satysfakcjonujący seks z mężem co najmniej 5 razy w tygodniu.
A jeśli zdecydujesz się być Mamą niekoniecznie Idealną…
Będziesz Mamą. Po prostu.













Wózki dziecięce X-lander