O autorce
Kategorie
Archiwum
LEŻĘ I PACHNĘ
Marzenie każdej matki.
Nie gotować.
Nie sprzątać.
Nie karmić.
Nie prać.
Nie myć.
Nie pracować.
Włączyć ulubiony serial.
Zacząć czytać książkę kupioną kiedyś na wyprzedaży.
Dokończyć przeglądać ten miesięcznik, co się kupiło pół miesiąca temu.
Wyspać się.
Tak. Chcę tego każdego dnia!
Marzę o tym codziennie, od 6 rano.
I pewnego dnia stało się.
Dziecko pojechało do Babci.
Mąż do pracy.
Pies solidarnie zabrał się razem z dzieckiem.
Komfort tego dnia polegał na tym, że mogłam pospać co najmniej do 8, zjeść niespiesznie śniadanie i zacząć swoją pracę.
Wstałam o 6:30.
Myjąc zęby stwierdziłam, że łazienka prosi się, aby być znów białą.
Pranie samo wędruje w stronę pralki.
A skoro ma się trochę nadwyżki czasowej….
Wszak to lepsze niż poranna gimnastyka.
Odpaliłam komputer, gotowa zabrać się do mojej zdalnej pracy, aby dowiedzieć się, że jest awaria i może dzisiaj uda się coś naprawić.
Marzenie spełniło się!
Oto dzisiaj jestem kobietą wolną.
Która zaraz pójdzie wziąć długą kąpiel.
Nasmaruję się olejkami.
Położę sobie maseczkę.
Leżąc na kanapie napiję się kawy i przegryzę tego zeschniętego rogalika, którego wszyscy omijają.
W końcu skończę czytać książkę.
Spiłuję paznokcie.
Wymoczę stopy w solach.
Na obiad zrobię dla siebie tylko zieleninę, bo w końcu trzeba zdrowo się odżywiać.
Może jeszcze poćwiczę jogę, bo w końcu spokój i równowaga to podstawa.
Tylko ta trawa w ogródku, aż się prosi o skoszenie.
Chwasty po ostatnich deszczach znowu urosły.
Taras zapomniał kiedy był ostatnio czyszczony.
W sypialni piętrzy się stos ubrań do prasowania.
No tak, bałagan na półkach w garderobie i nawet nie ma gdzie poukładać ubrań.
A jakbym zrobiła zupę dzisiaj, to jutro miałabym z głowy.
To może od razu kotlety, skoro już podeszłam do lodówki.
Paluszki wdeptane w dywan obowiązkowo trzeba odkurzyć.
W zasadzie dywan mogłabym już wyprać.
Cholera, ile tego kurzu w całym mieszkaniu.
A skoro już dzierżę szmatkę, to jeszcze żyrandole porozkręcam i wymyję.
O 19:00 wrócił mąż. Wróciło dziecko. Wrócił pies.
Akurat moczyłam sobie nogi w solach, z maseczką na twarzy, przegryzając w ramach obiadu zeschniętego rogalika, a prawą ręką uderzającą w klawisze komputera, bo w końcu awarię naprawili i musiałam coś zrobić na cito.
Boże, jak ja marzę o takim jednym dniu, kiedy będę leżeć i pachnieć.
Czytać książkę…
Oglądać seriale…
Zero gotowania…
Zero sprzątania…
Marzenia tak rzadko się spełniają.
26 maja 2010 | Brak komentarzy »







Wózki dziecięce X-lander