O autorce
Kategorie
Archiwum
WYJEDZIEMY, POSZALEJEMY
Skoro z naszych małżeńsko-poślubnych planów niewiele wyszło, postanowiliśmy zafundować sobie tzw. OSTANIE WAKACJE WOLNOŚCI.
Pierwszy trymestr minął mi na marudzeniu: „O Boże, jak mi niedobrze” i jednym marzeniu – po prostu zwymiotować i niech już mi przejdzie.
Jednak nasze dziecko od początku do końca wyraźnie zapragnęło zaakcentować swoją obecność i jasno dawało mi do zrozumienia, że oto „lajtowe” czasy się skończyły.
Tak więc wakacje, a tym samym wejście w drugi trymestr miały być moją/naszą nagrodą za trzy miesiące mówienia „O Boże”.
I było.
Bo oprócz minimalnie zaokrąglonego brzuszka zauważalnego chyba tylko dla mnie i łapczywego apetytu na colę, wszystkie przykre dolegliwości związane z ciążą odeszły.
A może nasze dziecko ucieszyła perspektywa wygrzewania się w słońcu i czerpania garściami witaminy D?
A we mnie wstąpiły nadludzkie siły i przekonanie – Jestem w ciąży, mogę wszystko!
Wspinanie się po skałkach? Czemu nie! Jeżdżenie do najbardziej odległych miejsc, drogami, gdzie asfalt jeszcze długo nie zawita? – Toż to dla mnie!
I tak czułam się nad wyraz odpowiedzialna, bo nie miałam ochoty skakać na bungee (w zasadzie nigdy nie miałam na to ochoty), latać, ani wsiąść na „wodnego banana”.
I jest jeszcze jedno, chyba najmilsze wspomnienie tamtych wakacji – nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak się śmiałam. Tak, jak wtedy, gdy kucharz w naszym hotelu podał nam talerz z wijącym się nie wiadomo czym, co w smaku przypominało chipsy. Jestem pewna, że każdy przy swoim stoliku zastanawiał się, co to za tradycyjna grecka potrawa, dopóki nie uświadomiłam sobie, co tak naprawdę jedliśmy.
Do dzisiaj jest to moje danie, (którego co prawda, nigdy jeszcze nie zrobiłam) dla niespodziewanych i niemile widzianych gości.
Jedliście kiedyś obierki ziemniaków smażone na głębokim oleju? Zapewniam, że w smaku przypominają całkiem niezłe chipsy.
Nie pamiętam aby wcześniej obierki ziemniaków doprowadziły mnie do tak zaraźliwego śmiechu, że zanim powiedziałam, co mamy na talerzach, polskojęzyczna część grupy kwiliła patrząc na moje radosne wycie.
Tak, pomijając fatalne jedzenie, konieczność wyrzucania papieru toaletowego do kosza, (bo w Grecji w większości są stare kanalizacje) i obrażonego na mnie do końca naszego pobytu kucharza, były to jedne z najradośniejszych wakacji w moim życiu.
I pamiętam kartki z pozdrowieniami jakie wysyłaliśmy do najbliższych i znajomych – już z trzema podpisami.
Pragnę podziękować naszemu kochanemu dziecku, że brzuch dosłownie wywaliło mi dobę po naszym powrocie. Zostałam pełnoprawną (bo widoczną) ciężarówką!
AT.
8 marca 2010 | Brak komentarzy »




Wózki dziecięce X-lander