O autorce
Kategorie
Archiwum
ACH, CO TO BYŁ ZA ŚLUB (część 3)
Nie wiem jakim cudem, wszystkie poranne pożary udało się ugasić.
Dziczka obudziła się może nie w doskonałym nastroju, ale w o wiele lepszej formie.
Robert przywiózł cud leki, które łyknęliśmy jak gorące bułeczki.
Sińce pod oczami były w miarę zatuszowane.
Fryzura wyglądała na idealnie ślubną i niewiele mnie obchodziło, że ja takiej wcale nie chciałam.
Problemy towarzysko-rodzinne rozwiązałam biegając z telefonem po ulicy, aby złapać zasięg i uszczęśliwić tych nieszczęśliwych.
Na pół godziny przed ślubem zapanował spokój.
A później…
Nie wiem, czy jest jakaś wręcz metafizyczna prawidłowość, że jak cały czas idzie coś źle, w efekcie wychodzi z tego całkiem dobra rzecz.
Coś, co ewidentnie skazane było na porażkę, porażką się nie okazało. I to było dla nas najmilszym zaskoczeniem.
Później więc, wszystko układało się już idealnie. Aż za idealnie, więc do końca praktycznie oczekiwałam jakiejś największej bomby. Nic z tego.
Dziczka osłabiona, ale powracająca do zdrowia bawiła się świetnie ze swoją opiekunką, dając nam tym samym komfort nie zamartwiania się o nią na każdym kroku.
My naszpikowania lekami i napojami energetycznymi dostaliśmy jakiegoś nadprzyrodzonego powera. Szczęście, że przy tych wszystkich „atrakcjach” nie dostaliśmy małpiego rozumu.
Ślub i wesele udały się lepiej niż się spodziewaliśmy. Naprawdę.
Nasi rodzice okazali się nim zachwyceni. Goście również.
A my?
Może trudno będzie w to uwierzyć, ale my byliśmy najbardziej zadowoleni z tego, że nasza córka wraca do zdrowia. I faktycznie był to dla mnie jeden z najszczęśliwszych dni w życiu. Na pewno z innych powodów, niż innych panien młodych, ale… Tradycji stało się zadość. Zapamiętam ten dzień do końca życia.
A wirus…?
Wirus został wywieziony do Niemiec, do mojej siostry.
Później pojechał do Rzymu, gdzie mój siostrzeniec udał się na obóz sportowy.
Doszły mnie jeszcze słuchy, że pojawił się we Francji, ale tutaj bronię się, że czas inkubacji byłby zbyt długi, żeby przypisać to naszej Dziczce.
21 października 2010 | Brak komentarzy »





Wózki dziecięce X-lander