O autorce
Kategorie
Archiwum
ACH, CO TO BYŁ ZA ŚLUB (część 1)
Dlaczego rodzice 3-letniej córki postanawiają się pobrać?
W świetle prawa są już małżeństwem.
Dla Kościoła już nie.
Może to był powód.
A może fakt, że jednak społeczeństwo w jakim żyjemy jednak utrudnia bezproblemowe funkcjonowanie takich rodzin jak nasza.
A może jednak sami tego chcieliśmy, nie tyle zmęczeni tłumaczeniem (czy może brakiem wytłumaczenia) tego faktu innym, co po prostu tego chcąc.
Myślę, że wszystkie te powody sprawiły, że oto postanowiliśmy wziąć ślub kościelny.
I teraz wiem już, dlaczego tyle osób, posiadających dzieci, a niemający ślubu, ma problemy z podjęciem w ogóle takiej decyzji.
Po pierwsze: CZAS.
Mamy go o wiele mniej od tych par, które nie są obciążone obowiązkami rodzicielskimi.
A jeśli jeszcze ma być to ślub kościelny, rodzinne wesele, to nie ma bata – czasem doba musi mieć 30 godzin.
Po drugie: KOŚCIELNA PROCEDURA.
Nie jesteśmy idealnymi katolikami, ale nie można też o nas powiedzieć, że nie jesteśmy praktykujący i w całości nie szanujemy nauk Kościoła.
Natomiast nauki przedmałżeńskie były dla nas pozbawione sensu. Momentami zabawne. Czasem przerażające. Jak wtedy, gdy młoda kobieta z poradni małżeńskiej twierdziła, że karmienie piersią do szóstego miesiąca życia w 98% chroni kobietę przed ponownym zajściem w ciąże. Nic tylko oprzeć głowę o kościelne ławy i tłuc w nie góra, dół, góra, dół…
Po trzecie: FANTAZJA RODZICÓW
Czyli nasza. Bo kto wpada na pomysł organizowana wesela wyjazdowego mając dziecko, pracę, dom i psa na głowie i nie mając pojęcia, że z tego powodu czas skurczy się jeszcze bardziej?
My, pomimo całej swojej wyuczonej i wrodzonej zapobiegliwości poddaliśmy się naszej szalonej fantazji, że jak już coś robimy, to po swojemu i na całego.
Prawdą jest natomiast, że ci, którzy mają dzieci są, (bo muszą być) lepiej zorganizowani.
Skoro już powiedzieliśmy „a” w pół roku musieliśmy się spiąć i załatwić to wszystko, co niektórym zajmuje dwa lata. Może nawet i więcej z racji jeszcze bardziej zawiłych procedur kościelnych spowodowanych naszą fanaberią wesela wyjazdowego.
Nie będę ukrywać – zapewne zostaliśmy pozbawieni tej magii przygotowań weselnych, jaka towarzyszy innym bardzo młodym parom.
My musieliśmy podejść do tego zadaniowo godząc tradycję z naszym wyobrażeniem tego dnia, uwzględniając przy tym najważniejszą osobę w naszym życiu – dziecko.
Nie mieliśmy czasu na tak popularny stres przedślubny, ani nawet najmniejszej ochoty stresować się dodatkowo czymkolwiek.
Nie mieliśmy czasu denerwować się faktem, czy wszystko wyjdzie idealnie, bo tak naprawdę nie zależało nam na perfekcji, a ogólnym zadowoleniu wszystkich. A że było to tak naprawdę nierealne (to zadowolenie wszystkich), przekonaliśmy się już na początku planowania naszego ślubu. Uwagi i sceptycyzm naszych rodziców, co do miejsca, czasu i przygotowań, pozbyło nas złudzeń – nie będzie łatwo. Tak więc pełen luz.
Bo czy może być gorzej?
Powiem krótko – może i było!
7 października 2010 | Brak komentarzy »

Wózki dziecięce X-lander